Wpis o dopasowaniu marynarek stał się moją zmorą. Po pierwsze dlatego, że sprawa jest bardzo złożona, a źródło, na podstawie którego chciałem go napisać, było bardzo techniczne i szczegółowe. Krawcy nie do końca potrafią mi pomóc, bo dla nich wiele rzeczy jest intuicyjnych bądź tak oczywistych, że się po prostu nad nimi nie zastanawiają. Koniec końców postanowiłem przedstawić własną „check listę“ i pokazać na co sam zwracam uwagę przy kolejnych przymiarkach. Oczywiście poniższe uwagi można zastosować kupując gotowe ubrania.
Nie jest to wpis poświęcony proporcjom. Nie piszę tu więc o sprawach takich jak np. długość marynarki czy rękawów. Chodzi o dopasowanie i wskazanie głównych problemów. Warto wiedzieć co jest ich źródłem i w miarę potrzeby nie dać się „zagadać“ przez krawca, że „tak ma być“. Niech więc będzie ten wpis naszą tarczą i bronią.
Źle dopasowana marynarka podkreśli wady naszej budowy. Garbatemu powiększy garb, brzuchatemu brzuch itd. Za to dobrze dopasowana, zminimalizuje wrażenie nieprawidłowej budowy. Ponieważ proporcjonalna, symetryczna sylwetka uznawana jest za dobrą i „zdrową“, dobrze skrojone ubranie będzie „wyrównywać“ nasze nieregularności. Symetria jest tu słowem kluczem.
Patrząc na marynarkę od przodu powinno dać się wyprowadzić pionową linię biegnącą od jabłka Adama do krocza przez punkt środkowy (czyli guzik). Jakiekolwiek przesunięcie tej linii jest niedopuszczalne.
Biodra, klatka piersiowa, ramiona, pacha, talia powinny znajdować się na tym samym poziomie. W naturze nie zawsze tak jest. Marynarka powinna korygować ewentualne nierówności. Wszystkie elementy wykończenia marynarki z jednej strony powinny mieć swoje lustrzane odbicie na tym samym poziomie z drugiej strony.
Patrząc na marynarkę z przodu dobrze, jeśli widoczne są „okna“ pod pachami na wysokości talii. Trzeba to ocenić kiedy mamy swobodnie opuszczone ręce. Taki prześwit oznacza, że marynarka jest dobrze wytaliowana. Oczywiście nie każda figura pozwala na taką formę.
Na plecach środkowy szew reprezentuje kręgosłup i powinien oczywiście biec prosto, na środku pleców.
Balans, często mylony z ogólnymi proporcjami marynarki, oznacza stosunek frontu do tyłu marynarki. Oceniamy go patrząc z boku. Chodzi o to, żeby przód i tył były na tym samym poziomie.
Każdy z nas ma inną sylwetkę, inaczej się nosi. Niektórzy pochylają się do przodu, inni stoją wyprostowani jak struna. Nie mówić już o nieregularnej budowie takiej jak okrągłe plecy, albo bardzo rozbudowana klatka piersiowa.
Przy pochylonej sylwetce lub okrągłych plecach źle skrojona marynarka będzie „leciała“ do przodu. Spowoduje to odstawianie marynarki z tyłu. Z przodu natomiast pojawi się nadmiar materiału. Widoczne będą półkoliste marszczenia pod klatką piersiową. Krawiec ma więc wziąć pod uwagę nasz sposób poruszania się oraz budowę ciała tak aby ustalić właściwy balans, zdecydować na przykład o wydłużeniu pleców żeby zrekompensować okrągłe plecy.
Dolny brzeg marynarki powinien tworzyć więc poziomą linię (no, prawie poziomą, bo przód marynarki najczęściej krojony jest nieco dłuższy niż tył).
Skoro już jesteśmy z boku przyjrzyjmy się rękawom. Powinny opadać prosto, bez żadnych skośnych marszczeń. Takie marszczenia oznaczają, że rękaw jest przesunięty do przodu lub tyłu.
(marynarka została specjanie ułożona do zdjęcia by zilustrować dwa błędy)
Ramiona to punkt, w którym polscy krawcy zawodzą najczęściej. Mają tendencję do krojenia za szerokich ramion. Jeśli ramiona mają właściwą długość materiał na szczycie rękawa zaokrągla się lekko odzwierciedlając formę ramion. Jeśli ramiona są za szerokie (i najczęściej też zbyt mocno wypełnione) materiał opada ostro w dół załamując się charakterystycznie w kuli rękawa. Takie załamanie jest niedopuszczalne.
Trzeba też zwrócić uwagę na kołnierz. Powinien ściśle przylegać do koszuli. Nie może odstawać.
Plecy to ponoć najłatwiejszy dla krawca fragment do skrojenia, jednak przez to, że mamy tu do czynienia z dużą gładką połacią materiału, każdy błąd jest wyraźnie widoczny. Idealnie jeśli plecy są gładkie, bez żadnych marszczeń, jedynie z lekkimi fałdami pod rękawami (tzw. nadbiegi, które zapewniają nam swobodę ruchów). Jednak takie pleców nie widziałem bodaj nigdy.
Najczęstsze problemy to opadające ramiona. Widać je w postaci skośnych marszczeń biegnących od kręgosłupa w kierunku łopatek. Dają się zlikwidować przez podciągnięcie materiału na szwie barkowym.
Marszczenia między łopatkami poniżej kołnierza mogą oznaczać, że plecy są za szerokie. Zwężenie pleców na wysokości ramion powinno poprawić sprawę. Może też pomóc wybrnie materiału w górę pod kołnierzem.
Poprzeczne marszczenia na wysokości talii mogą oznaczać, że jest za ciasna, albo wręcz przeciwnie, plecy są za długie.
Opisałem tu tylko podstawowe, najważniejsze problemy. Myślę, że pilnując naszych marynarek w tych punktach dojdziemy do zadowalającego efektu. Nie dajmy się jednak zwariować. Ideał nie istnieje. Materiał jest w końcu żywy, pracuje (choć jego sprężystość powinna być wzięta przez krawca pod uwagę). Nasze ciała też się zmieniają. Nie widziałem jeszcze marynarki, która leżałaby idealnie, bez żadnych niepożądanych marszczeń.
Nie chodzi o to, żeby doprowadzać krawca do obłędu wytykając mu najmniejszy błąd. Warto jednak wiedzieć, co jest wzorcem i jak daleko nasze zamówienie od niego odbiega. Musimy sami zdecydować czy suma ewentualnych uchybień przekracza „masę krytyczną“ i nadmiernie psuje efekt całości. Wtedy trzeba walczyć o poprawki.
Jeśli chcecie zwrócić uwagę na inne problemy, bardzo proszę o rozwinięcie tematu w komentarzach.
Spodnie omawiam
tu.